Czy jesteś „death positive”?

Lubię przyglądać się zmianom społecznym i zastanawiać się dokąd prowadzą w kontekście postrzegania śmierci i spraw ostatecznych.

Do napisania tego wpisu zainspirował mnie ten artykuł i choć koncentruje się on na amerykańskich milenialsach, mam wrażenie, że w Polsce rodzi się, wprawdzie dość nieśmiało, ale jednak, podobne zjawisko „death positive” / „dobrej śmierci”.
Świadczą o tym chociażby spotkania Death Cafe, pojawienie się na polskim rynku zawodu towarzysza w żałobie czy dziesiątki tysięcy followersów w mediach społecznościowych na profilach takich jak „pani_z _domu_pogrzebowego”
czy „Zakład Pogrzebowy A.S.Bytom”.

fer gomez Z2RdKLpLbDs unsplash - Czy jesteś „death positive”?

Czy też zauważacie pewną polaryzację? Mam wrażenie, że współcześnie zarysowują się dwie grupy. Na jednym biegunie znajdują się osoby, które boją się rozmawiać (a czasami nawet myśleć) o śmierci, w każdy możliwy sposób odrzucają i ignorują swoją śmiertelność i konfrontują się z nią tylko wtedy, kiedy naprawdę nie mają wyboru. Na drugim biegunie pojawia się i rozwija społeczność, która o śmierci chce rozmawiać otwarcie i rzeczowo, akceptuje śmierć jako nieodłączną część życia. Tę grupę tworzą osoby chcące świadomie i racjonalnie zaplanować swoje ostatnie pożegnanie, podchodzące do tego równie pragmatycznie, co do dysponowania swoim ciałem po śmierci i swoimi rzeczami, które po sobie zostawią. Dlaczego przyjmują taką postawę?

Death positive, czyli jaki?

Osoby określające się jako “death positive” zazwyczaj nie mają wielkich aktywów ani oszczędności, nie gromadzą rzeczy. Nie są zbyt religijne, niechętnie wstępują w związki małżeńskie, posiadanie dzieci nie jest ich priorytetem – to wszystko kształtuje ich poglądy na śmierć, umieranie. Nie boją się śmierci, bo nie mają nic do stracenia. Twierdzą, że obcowanie ze śmiercią, jej kontemplowanie staje się dla nich drogą do lepszego życia tu i teraz, pomaga uporządkować ich sprawy na poziomie emocji i relacji jeszcze za życia.

Często kwestionują autokratyczną „władzę” przedsiębiorców pogrzebowych nad osobami organizującymi pogrzeb – nie zgadzają się na manipulacje zmierzające do tego by rodzina wybrała najdroższą trumnę, najdroższy nagrobek oraz mnóstwo innych artykułów, które nie są ani niezbędne, ani choć trochę potrzebne. Chętnie korzystają z wyszukiwarek internetowych w poszukiwaniu produktów i usług na miarę swoich potrzeb i, ku przerażeniu przedsiębiorców pogrzebowych, porównują ceny, bo nie lubią przepłacać.

Chcą by rodzina uczestniczyła w ich ostatniej drodze i przygotowaniach, ale sami wszystko planują, choć są w doskonałej kondycji fizycznej czy psychicznej – nie chcą, by najbliżsi musieli dokonywać wyborów, a co gorsza wyborów niezgodnych z ich przekonaniami, stylem życia czy estetyką. Chcą być absolutnie pewni tego, co wydarzy się po ich śmierci. Bardziej niż tradycyjnych pogrzebów chcą by celebrowano, honorowano i wspominano ich życie w sposób nie związany z konkretną religią czy obrzędem. Nie chcą ckliwych religijnych pieśni, lecz popowo-rockowych melodii oddających charakter ich życia. Nie mają nic przeciwko temu, by opłakująca ich rodzina i przyjaciele spotykali się na wspominkach na piknikach czy w pubach, w miejscach, które będą przypominały o zmarłym, o wspólnych chwilach spędzonych razem za jego życia.

Ogromny wpływ na  postawę „death positive” ma stan środowiska naturalnego, niepokój związany ze zmianami klimatycznymi, stopniem zanieczyszczenia powietrza, wody i ziemi. W ostatnim czasie filozofia bycia  eko i zero waste w codziennym życiu wyraźnie przybrała na sile i kładzie się cieniem również na branży funeralnej. Skoro żyjemy eko, to tym bardziej po śmierci nie chcemy szkodzić Matce Naturze. Dlatego osoby „death positive” chcą by pozostał po nich jak najmniejszy ślad, nie godzą się na balsamację, preferują kremację w ekologicznych trumnach lub całunach oraz zielone pogrzeby w biodegradowalnych urnach. Przynajmniej na razie, bo już wkrótce mogą oczekiwać pochówku w kombinezonie z grzybnią lub kompostowania – dużą determinacją w tym obszarze wykazała się Katrina Spade, która w wieku 30 lat zaczęła rozwijać pomysł przekształcania ludzkich ciał w żyzną glebę. Jej idea Recompose została wprowadzona w życie w Stanie Waszyngton w ubiegłym roku zyskując tyle samo zwolenników co przeciwników, z pewnością jednak otwierając całkowicie nowy rozdział w szeroko rozumianej branży funeralnej.

kelly sikkema XX2WTbLr3r8 unsplash - Czy jesteś „death positive”?

Konfrontacja z własną śmiertelnością daje spokój

Amerykańskie stowarzyszenie NFDA podaje, że 15,8 procent Amerykanów w wieku od 18 do 39 lat uważa, że ludzie powinni planować pogrzeby przed ukończeniem 40 roku życia. To interesujące stwierdzenie. Czy spotkaliście 20 latka, który będąc w pełni sił witalnych, bez poważnych problemów zdrowotnych czy emocjonalnych, z pełną świadomością przystępowałby do planowania tego, co wydarzy się kilka dekad później? Okazuje się, że w Ameryce jest to bardzo realny trend.

Jedną z bohaterek wspomnianego na wstępie artykułu jest Simon Sotelo, która już w wieku 27 lat, choć nie była ani poważnie chora, ani nie uprawiała sportów ekstremalnych zagrażających jej życiu (i prawdopodobnie będzie żyła jeszcze przez dziesiątki lat) zdecydowała, co powinno się wydarzyć po jej śmierci – chciała sama skonfrontować się z końcem swojego życia. Zdecydowała przekazać swoje ciało nauce i wcale nie kierowały nią jakieś wzniosłe idee, lecz pragmatyzm – chciała by najbliżsi nie musieli mierzyć się z decyzją w jaki sposób ją pochować, nie chciała obciążać ich kosztami (oddanie ciała na cele naukowe oznacza również kremację na koszt uczelni). Jak sama mówi podjęcie decyzji dotyczącej względnie odległej przyszłości i spraw ostatecznych dało jej spokój wewnętrzny w teraźniejszości, w życiu, które ma przed sobą.

Tezę NFDA potwierdza również Caitlin Doughty, która w 2011 roku, gdy miała 27 lat, założyła Kolektyw Dobrej Śmierci (Order of the Good Death), organizację skupiającą profesjonalistów z branży pogrzebowej, naukowców i artystów, którzy koncentrują swoje wysiłki na promowaniu pozytywnej postawy wobec śmiertelności. Do grona osób będących „death positive” zalicza się także Hansa Bergwall, która w wieku 35 lat stworzyła cyfrowe memento mori – aplikację WeCroak, która każdego dnia, pięć razy dziennie, przypomina (poprzez rozsyłanie refleksyjnych cytatów o przemijaniu lub wezwań do świadomego oddechu i medytacji), że wszyscy kiedyś umrą. Użytkownicy tej aplikacji (korzysta z niej już ponad 30 000 osób) twierdzą, że takie przypominajki pomagają im żyć lepiej, bardziej szczęśliwie w obecnej chwili, czyli mówiąc w skrócie osiągają szczęście kontemplując własną śmiertelność.

A czy Ty jesteś „death positive”? Co sądzisz o planowaniu swoich spraw ostatecznych będąc w sile wieku? Podziel się opinią w komentarzu lub prześlij wiadomość za pomocą formularza kontaktowego.

5+