Dlaczego piszę ten blog?

Śmierć jest częścią życia. Zawsze nadchodzi nie w porę, nie można się na nią przygotować. Przewidzieć i zaplanować jak się zachowamy, kiedy nadejdzie.
Śmierć jest jak koniec świata. Po tych, których kochaliśmy pozostaje niewyobrażalna pustka. Doświadczyłam straty. Nie raz.

woman 2877322 1920 1024x683 - Dlaczego piszę ten blog?

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.

Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.

Czesław Miłosz Piosenka o końcu świata”


Kiedy byłam dzieckiem

Kiedy byłam dzieckiem odeszła moja ukochana babcia, po kilku latach podążyła za nią jej matka, moja prababcia, a  za nią dziadek, mąż babci… Wtedy nie rozumiałam za wiele. Wiedziałam, że babcie i dziadkowie umierają, bo się starzeją. Widziałam przygnębienie mojego taty, płakałam na pogrzebie, bo wzruszały mnie chóralne pieśni śpiewane podczas ceremonii, dziwiło mnie opuszczanie trumny do grobu, że jak to, babcia, dziadek, prababcia będą teraz tam leżeć? Pamiętam też rodzinne niesnaski dotyczące dziedziczenia tego, co po zmarłych zostało. Zawsze też wiedziałam, że jest taki dzień jak Wszystkich Świętych, wtedy chodzi się na cmentarz, na nagrobku stawia kwiaty i zapala znicze. Że to symbol naszej pamięci. Kiedy byłam dzieckiem wszystko to, co dotyczyło tych “małych końców świata” było jakoś bardziej odległe. Moja rodzina zawsze dobrze radziła sobie z żałobą. Nikt nie wpadł w czarną rozpacz, z której z upływem czasu nie był w stanie samodzielnie się wydostać. Mieliśmy naprawdę duże szczęście.

brak - Dlaczego piszę ten blog?

Osobisty koniec świata

Największy ślad zostawiła we mnie strata taty. Zmarł nagle.  Jechałam, żeby się z nim spotkać. Nie zdążyłam. W pociągu otrzymałam telefon, że jest reanimowany.
Dotarłam do niego, kiedy duch uleciał i pozostało tylko ciało. Zimne, znajome, a jednak obce. Przypadł mi w udziale honor organizowania ostatniego pożegnania, zamykania jego ziemskich spraw. Tak, chciałam, żeby to wszystko skończyło się jak najszybciej.
Tym bardziej, że wszystko działo się przed Wigilią. Nie chciałam, żeby tata czekał.
Ja nie chciałam czekać.

Doświadczenie obcowania z zakładem pogrzebowym nie należało do najprzyjemniejszych, a przecież mierzyłam się z zadaniem po raz pierwszy w życiu. Czułam się jakbym była za szklaną szybą. Proszę przyjść do biura… Proszę przyjść do prosektorium… Proszę tu podpisać… Pójdzie pani wybrać trumnę… ceny są na kartkach… Proszę iść do księdza… Wszystko na autopilocie.
Jestem zadaniowcem. Organizowanie pogrzebu taty, to była kolejna misja do wykonania. W głowie miałam myśl, czego chciałby tata, co było dla niego ważne. Kurde, dlaczego te wszystkie trumny mają jakieś falbanki, koronki, satynowe wykończenia. Tego na pewno nie chciałam, ale nie wiedziałam, że mogę chcieć czegoś zupełnie innego. Nikt mi o tym nie powiedział.  A może kremacja? O, proszę pani, to wymaga transportu do innego miasta i będzie dodatkowo kosztować, wydłuży się czas… Piętrzenie problemów zamiast szukania rozwiązań wydawało się być naturalną postawą mężczyzny, który siedział po drugiej stronie biurka. Pamiętam jeszcze ujadającego psa, bo biuro zakładu pogrzebowego stanowiło de facto pokój domu, w którym mieszkała cała rodzina właściciela. Wiecie jak się czułam? Zdewastowana. W pokoju obok ludzie się śmiali, rozmawiali, oglądali telewizję. Pies szczekał. Życie toczyło się dalej. A dla mnie właśnie skończył się świat.

Kiedy mierzyłam się ze stratą ojca zrozumiałam, że po śmierci traktowani jesteśmy jak rzecz. Nie możemy się już przecież poskarżyć. Ciało przerzuca się z jednego miejsca na inne. Z podmiotu stajemy się przedmiotem. Czasem zastanawiam się jak by to wszystko, co wydarzyło się między stwierdzeniem zgonu a pogrzebem wyglądało, gdyby to nie był dzień naszego spotkania i gdybym nie była na miejscu. Napełnia mnie to strachem, głębokim smutkiem. 

Wigilia 2010 była bardzo bolesna. Nie byłam w stanie śpiewać kolęd. Jedzenie nie smakowało. Myśli krążyły wokół taty, który czekał na pogrzeb w jakimś prosektorium. Rodzina przyjęła mój stan ze zrozumieniem. Akceptowali rozpacz. Czy raniły mnie życzenia radosnych świąt od znajomych? Chyba nie. Skąd mieli wiedzieć. Chciałam być sama ze sobą w moim smutku, żałości, rozpaczy. 
Nie od razu  czułam jakby ktoś wyrwał mi serce, nie ubierałam się na czarno, ale żałoba, smutek był we mnie. Z racji obowiązków zawodowych musiałam być na imprezie tanecznej i wiecie co, nie byłam w stanie tańczyć. Po prostu nie. W pracy byłam dzielna, choć na twarzy malowała mi się ogromny ból, nie sposób było go ukryć. Nie chciałam współczucia moich kolegów z pracy, ale idąc ulicą o zmroku płakałam jak bóbr, czasem w domu wręcz wyłam. Dosłownie.  Czas złagodził ból straty, tata wciąż jest ze mną w mojej pamięci. Wierzę, że mi towarzyszy, wspiera, kibicuje, tak jak robił za życia. 

nowa sila i nadzieja - Dlaczego piszę ten blog?

Pokażę ci możliwości

Piszę ten blog, bo dobrze wiem jak ogromnym tabu obrosła śmierć. Jest nieodłącznym elementem naszego życia, a jednak tak bardzo niepożądanym, że myślimy, że skoro o niej nie myślimy i nie rozmawiamy, to ona nas nie zauważy i “jakoś cudownie ominie”. Niestety, to nie tak nie działa – wszyscy umrzemy. Uważam więc, że warto rozmawiać z rodziną i przyjaciółmi, otwarcie i z miłością o naszych wyobrażeniach na temat śmierci, o życzeniach związanych z dysponowaniem naszym ciałem oraz tym, co po sobie pozostawimy.
Jeśli o czymś nie rozmawiamy, nie czytamy, nie jesteśmy na to otwarci – tkwimy w narzuconych schematach. Boimy się wyjść poza nie, bo brak nam wiedzy. A kiedy boimy się, wybieramy to, co znamy, to co nam bliskie, bo tak czujemy się bezpieczniej. Zamknięte koło.
Piszę ten blog, bo nie godzę się na brak wyboru, na narzucanie schematów. 
A z tym, niestety, stykamy się często w zakładach pogrzebowych. Chcę pokazać Wam możliwości, o których ja w momentach moich strat nie wiedziałam.
Misją tego bloga jest dzielenie się wiedzą o współczesnych produktach i usługach funeralnych, które pozwalają pożegnać, upamiętnić i wspominać tych, którzy byli nam bliscy w sposób zgodny z ich pragnieniami i naszymi potrzebami wynikającymi z celebrowania pamięci o nich.  
Piszę ten blog dla tych, którzy poszukują, sprawdzają, łakną rzetelnych informacji bez sensacji i prześmiewczych żarcików.

Na blogu obiektywnie pokazuję możliwości, Wy decydujecie czy chcecie z nich skorzystać.

Jeśli macie pytania, zapraszam do kontaktu poprzez formularz.

2+